Przekaż 1%

Dziękujemy wszystkim, którzy przekazali 1% podatku na cele statutowe Fundacji.

KTO NAS WSPIERA

LECH MAJEWSKI,
REŻYSER FILMOWY

światowej sławy reżyser pochodzący z Katowic. Jego filmy odznaczają się wielką oryginalnością, głębokim wnętrzem i precyzją ujęcia tematu. Ostatnim jego wielkim dziełem jest popularny już w świecie film „Młyn i Krzyż” wg obrazu Pietera Bruegela.

 

PROF. JAN MALICKI

wybitny polonista i filantrop, wielokrotnie odznaczony, m. in.: Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski. Od 1991 roku Jan Malicki jest dyrektorem Biblioteki Śląskiej w Katowicach. Jako inwestor doprowadził do wybudowania i otwarcia 24 X 1998 roku nowego gmachu, jednego z najnowocześniejszych w Europie, jak oceniali go specjaliści z całego świata. Obecnie księgozbiór biblioteki liczy prawie 2,3 mln woluminów.

STYPENDIA

Do fundacji wpłynęły prośby o wsparcie finansowe stypendystów, którzy wygrali staże w renomowanych uczelniach zagranicznych. Fundacja zamierza wspomóc wybrane osoby w miarę swoich możliwości.

WIĘCEJ

PATRON FUNDACJI


Profesor Zwyczajny dr hab. Piotr Dobrowolski po ukończeniu studiów na Uniwersytecie Wrocławskim, przyjął propozycję Dyrektora Instytutu Śląskiego w Katowicach zatrudnienia go w Instytucie w Pracowni Niemcoznawczej, co miało ogromny wpływ na jego zainteresowania naukowe problematykę niemiecką. 

WIĘCEJ

1

Nie mam zamiaru nikomu dawać w „mordę” swoją sztuką, ale nie ukrywam, że sprawiłoby mi przyjemność, gdyby ktoś po wyjściu z teatru poczuł nagłą potrzebę wypalenia kilku papierosów, mówi Mateusz Branicki, autor debiutanckiego przedstawienia „Good morning, lemings!”

Data premiery już za kilka dni. Ciekawość czy trema?

Ciekawość, bo chcę zobaczyć jak spektakl wyjdzie na scenie, ale i trema. Jedno nie wyklucza drugiego. Trema, bo się dowiem, gdzie dialogi powinny być inne, lepsze. Ja to będę widział oczami, umysłem i sercem. Coś, co może być dobre na papierze, może być fatalne na scenie. Sam nie prognozuję, bo się o tym przekonam.

Realizacja scenariusza to nagroda w konkursie „Śląski Shakespeare”. Twój scenariusz został w nim wyróżniony przez samą Magdalenę Piekorz i Feliksa Netza. Jak dowiedziałeś się o konkursie? Czy masz już plany na kolejne realizacje?

Z internetu. Obserwuję wszystkie konkursy dramaturgiczne w kraju. Natomiast jeżeli chodzi o przyszłość niczego nie planuję. Wychodzę z założenia, że lepiej przespać się godzinę dłużej, niż spędzić ją na planowaniu. Nigdy niczego nie planowałem i tym samym nigdy nie rozśmieszyłem Boga swoimi planami. Ja z natury jestem uśmiechniętym pesymistą, a obserwując współczesny świat i życie innych ludzi, trudno nim nie być, ale dzięki temu często spotykają mnie niespodzianki. Jak ma mnie jakaś fala ponieść, to mnie poniesie, a jak nie, to nie będę z tego powodu płakał.

"Good morning, lemings!" to współczesny portret świata, żyjących w nich młodych ludzi, czy ten portret jest też lustrem, krzywym zwierciadłem, w którym możemy się przejrzeć?

Mnie jednak ten dramat wcale nie boli, choć mam nadzieję, że znajdzie się ktoś, kto zobaczy siebie na scenie, a następnie wyjdzie zdenerwowany z teatru i zapali kilka papierosów. Nie ukrywam, że sprawiłoby mi to przyjemność. Jednak moim zamiarem wcale nie było, aby komuś dać w „mordę”. Ja nie piszę sztuk z sufitu, ale z życia. To nie ja jestem kontrowersyjny, to życie jest kontrowersyjne.

Lemingi to mieszkańcy aglomeracji miejskich bezrefleksyjnie podążający za tłumem, czy tak też postrzegasz ludzi żyjących w mieście? Jak sam definiujesz to pojęcie?
Ja znam tylko jeden gatunek lemingów i jest to leming warszafski. W Warszawie nawet ktoś o nich zadbał i na jednej z kładek dla pieszych napisał „Good morning, lemings!”. Teraz oni, stojący w kilometrowych korkach, aby dojechać do swojej korporacji, w której pracują po 16 godzin na dobę, żeby spłacić ratę kredytu za swój 40-metrowy apartament, w mieście, gdzie kilka metrów kwadratowych ma większą wartość, niż życie ludzkie – mają w co się wpatrywać.

Pisaniem zajmujesz się na co dzień?
Tworzyć literaturę na co dzień? Nikt by tego nie wytrzymał. Żeby pisać, trzeba wprowadzać się w stan wariactwa umysłu, a później z tego jeszcze wyjść. Pisanie jest nie tylko zajęciem nie efektownym, ale zazwyczaj nudnym i mozolnym. Pomimo to po napisanym tekście i mając świadomość dobrze wykonanej pracy następuje iluminacja, radość i satysfakcja. Pisać można tylko dla tej chwili.

W talencie więcej jest mozolnej pracy czy  wrodzonych predyspozycji? Jak u Ciebie objawiły się zdolności do opisywania historii? Ile czasu poświęcasz na pisanie i czytanie?

Ja nie przeceniam roli talentu. Uważam, że wystarcza przeciętna inteligencja, a resztę trzeba wypracować ciężką pracą. Należy nieustannie szkolić swój umysł, a on odwdzięczy się ciekawymi i intrygującymi tekstami. Piszę rzadko, ale jak zaczynam, robię to bardzo długo. Później jeszcze więcej poprawiam i mógłbym poprawiać w nieskończoność, ale w pewnym momencie trzeba powiedzieć „stop”. Oczywiście, zaczynałem od czytania dramatów, żeby wiedzieć, jak piszą inni. I bardzo rzadko doczytywałem je do końca. Były nudne, przegadane, nie było w nich zdań wartych zapamiętania ani ciekawych dialogów. A teraz jeśli czytam, to fora internetowe. Czasami można tam znaleźć naprawdę ekscytujące porównania i metafory.

Czy uważasz, że takie przedsięwzięcia jak "Śląski Shakepspeare" są szansą dla młodych twórców na zaistnienie w szerszej świadomości?

Od ponad dwóch lat biorę udział w konkursach, ale tylko dramaturgicznych i to jest moje czwarte wyróżnienie. Z każdego konkursu odczuwam dużą satysfakcję i to mi wystarcza. A żeby zaistnieć w szerszej świadomości trzeba mieć trzy rzeczy: szczęście, szczęście i szczęście. Choć ja osobiście w ogóle nie wierzę w polski teatr, polską literaturę i kinematografię – choć w mniejszym stopniu. W ogóle z wiekiem straciłem wiarę prawie we wszystko.

Jak zrodził się pomysł stworzenia "Good morning, lemings"? Ile czasu trwała jego realizacja?

Szczerze mówiąc, nie pamiętam. A jeśli nie pamiętam, to musiałem go napisać dość dawno i było to na pewno dosyć łatwe z rzadko spotykanymi w pisaniu elementami przyjemności. Przede wszystkim chciałem, żeby ten dramat miał wielu głównych bohaterów, a nie tylko jednego, którzy mają do opowiedzenia swoją historię, a jednocześnie wszyscy w jakiś sposób są ze sobą powiązani.

 

WSPIERAJĄ NAS

katowice

patronat

slaskie

 

swf

pie

monopol

asp

  

OSOBY PRYWATNE

 

dr Stefania Rzymełka 

dr Jan Rzymełka

prof. dr hab. Krystyna Doktorowicz

Grzegorz Dobrowolski

Hieronim Niemczuk

WSPÓŁPRACA MEDIALNA

tvp

dz

 

radiom

pelniakultury